Gotowanie to współczesna forma Magii. Książka kucharska Czarownicy Malty.
środa, 26 września 2007

Dziś byłam z koleżanką w pijalni czekolady, wypatrzyłam tam pralinki czekoladowe z chili. Ponieważ mam obsesję na punkcie tego połączenia, postanowiłam takie czekoladki zrobić sama. Wyszukałam w związku z tym przepis na trufelki i zmodyfikowałam go. Oryginalny przepis na nie znajdował się w 38 numerze "Nowej kuchni polskiej" (dodatek do "Gazety Wyborczej" z 2 grudnia 2006 roku). Czekoladki te noszą tam wdzięczną nazwę: Trufle koniakowe. Zmieniłam koniak na amaretto i dodałam odrobinę chili. Moim zdaniem są bardzo azteckie (Aztekowie dodawali do czekolady czerwony pieprz i chili) i bardzo... Nie potrafię tego określić, ale połączenie czekolady, pełnej słodyczy, przełamane pikantną nutą - jest dla mnie przedsionkiem nieba i dowodem na to, że magia istnieje. I święcie wierzę, że podarowanie takiej ręcznie robionej pralinki komuś, kto jest nam bliski, odwraca złe uroki, pozwala spłacić dług karmiczny i zacząć żyć w harmonii z wszechświatem i samym sobą.

A oto czekoladowe zaklęcie.

Składniki:

  • 10 dag gorzkiej czekolady
  • 20 dag czekolady mlecznej
  • 10 dag masła
  • 100 ml śmietany kremówki (dałam 30%)
  • 1 łyżeczka cukru trzcinowego (polecam jasną demerarę)
  • 3 łyżki likieru amaretto (w oryginale koniak - pewnie lepiej zetnie masło i czekoladę, ale za bardzo narzuci się smakiem i nie będzie pasował do chili)
  • 1/2 łyżeczki sproszkowanego chili (można dodać więcej ;-) )


Dodatkowo:

  • 2-3 łyżki ciemnego kakao.
Śmietanę gotujemy razem z cukrem. Kiedy zacznie wrzeć, dodajemy połamaną na kawałeczki czekoladę i masło. Roztapiamy. Kiedy składniki się połączą, wsypujemy chili i dobrze mieszamy, jeszcze sekundę gotujemy. Zestawiamy z ognia, wlewamy likier, mieszamy, studzimy i wkładamy na co najmniej 4 godziny do lodówki. Schłodzoną masę ubijamy mikserem (trochę opornie to idzie), łyżeczką formujemy kulki, które obtaczamy w kakao. Trzymamy w chłodnym miejscu.
Z przepisu wychodzi około 35 małych trufelek lub 20 większych.
czekoladowe trufelki z chili

20:43, malta_79 , Desery
Link Komentarze (1) »

Ostatnio, kiedy wracałam z zakupów w warzywniaku na osiedlu, zobaczyłam cudną żurawinę. Zainspirowała mnie ona do upieczenia muffinek. Oryginalny przepis na ciasto muffinkowe znajdziecie u mistrzyni wypieków, czyli Dorotuś. Poniżej moja wersja tego przepisu.

Składniki suche:

  • 1 szklanka mąki pszennej
  • 1,5 szklanki mąki razowej
  • ¾ szklanki cukru
  • 2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka cukru waniliowego
  • szczypta soli

Składniki mokre:

  • 50 g roztopionego masła
  • 2 roztrzepane jajka
  • 1¼ szklanki mleka

Nadzienie:

  • 25 dag żurawiny
  • ćwierć szklanki cukru

Żurawinę umyć, włożyć do jakiegoś pojemniczka zasypać cukrem, wymieszać i odstawić na kwadransik.

Połączyć suche składniki razem, połączyć mokre składniki (roztrzepać widelcem). Potem wlać mokre składniki do suchych i mieszać widelcem. Na koniec delikatnie wsypać żurawinę. Rozłożyć ciasto do foremek. Piec około 20 - 25 minut w temperaturze 190ºC.

Mimo tego, że jest więcej cukru niż w oryginalnym przepisie, muffinki nie są zbyt słodkie.

Smacznego! :)

 

muffinki żurawinowe

 

 

piątek, 21 września 2007

Choć jesień tego roku jest wyjątkowo zimna, to są dni, w które tęsknię za smakiem lata. Przypomniała mi się zatem kawowa granita, którą Anna Olsen proponuje do biscotti z pieprzem.

Składniki

  • ¾ szklanki cukru
  • ½ szklanki wody
  • 1 ½ łyżki kakao w proszku
  • 5 szklanek mocnej kawy

Kakao wymieszać z cukrem i zagotować z 3/4 szklanki wody. Gotować ten lepki roztwór ok 5 minut, a następnie zdjąć z ognia. Następnie roztwór zmieszać z kawą, przestudzić, przelać do płaskiego naczynia (użyłam opakowania po lodach). Mrozić przez godzinę, wyjąć z zamrażalnika i zamieszać. Wstawić do zamrażalnika na 2 godziny, aż powstaną kryształki.

Anna Olsen proponuje podawać granitę kawową zw filiżankach, ale ja użyłam szklanki do kawy po irlandzku.

Smacznego!

 

kawowa granita

 

16:46, malta_79 , Desery
Link Dodaj komentarz »

Przygoda z tym ciastem zaczęłą się na początku września, kiedy chciałam zrobić dla kolegi w ramach prezentu urodzinowego pyszny i bogaty tort czekoladowy. Szukałam jak oszalała przepisu na tort Paris, który zamawiam najcześciej do kawy w jednej z kafeterii. Niestety nie znalazłam go, za to wyszperałam w odmętach sieci blog Dorotuś, a na nim ten przepis. Tutaj podaję go w wersji, którą ochrzciłam Skarb Karaibów. A dlaczego? A dlatego, że cukier trzcinowy, kakao, czekolada, kawa, rum zawsze będą dla mnie tym, co w tej krainie najlepszego.

Składniki:

  • 200 g gorzkiej czekolady (dawałam 70%)
  • 200 g masła
  • 1 łyżeczka kawy rozpuszczalnej
  • 1/2 szklanki wody
  • 1 szklanka mąki tortowej
  • 1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1/4 łyżeczki sody
  • 1/2 szklanki ciemnego cukru muscovado
  • 1 szklanka jasnego cukru demerara
  • 3 pełne łyżki kakao
  • 3 średniej wielkości jajka
  • 1/3 szklanki kwaśnej śmietany 12% lub 75 ml maślanki
  • 2 łyżki rumu (dałam 3, bo jestem prawdziwym Piratem z Karaibów :D)

Masa:

  • 200 g miękkiego masła
  • 100 g gorzkiej czekolady (dawałam 70%)
  • 3 jajka
  • 125 gram cukru
  • 2 łyżki kakao
  • kieliszek (ok 30 ml) rumu.

Ciasto robimy w sposób następujący:

Połamaną na małe kawałeczki czekoladę rozpuścić z masłem, wodą i kawą, a potem przestudzić. Napowietrzoną makę wymieszać delikatnie z proszkiem, sodą i kakao, dodać oba cukry - (moja demerara miała grudki, które nie chciały sie za bardzo rozbić, ale za to dały bosski efekt w ciachu) i dokładnie wymieszać. Jajka roztłuc ze śmietaną i dodać do sypkich składników. Wlać rozpuszczoną czekoladę i rum, wymieszać dokładnie.

Formę tortową o średnicy 21 cm natłuścić i wysypać bułką tartą.
Wlać w nią ciasto i piec je ok 90 min w temp. 140°C. Wyjdzie nam dość wysokie ciacho (dość, jak na tę ilość czekolady).

Kiedy mamy ciasto w piekarniku czas zająć się masą. Przepis na nią znalazłam w "Tortilla u Sancho Pansy". Rzecz jasna uległ on modyfikacją. Swoją drogą, zabawne, jak bardzo widać wpływy karaibskie na kuchnię hiszpańską... (dygresja)

Najpierw należy rozetrzeć w makturze kostkę masła na gładka masę. Potem roztarte masło zostawiamy i zajmujemy się ubiciem na parze 3 jaj z 125 gramami cukru i rozpuszczeniem czekolady (może być na parze lub w mikrofali). Jajka ubijamy tak długo, aż będą białe, potroją swoją pierwotna objętość i będa miały konsystencję dość gęstego kremu. Jeśli masa po ubiciu wydaje wam się zbyt płynna - nie martwcie się - masło, czekolada, kakao i rum załatwią sprawę. Następnie dodajemy do utartego masła przestudzoną czekoladę i rozcieramy szybciutko, jak wariaci, bo czekolada o wysokiej zawartości miazgi kakaowej to wyjatkowo uparte stworzenie (np. lubi się przypalać podczas rozpuszczania, dlatego polecam rozpuszczać ją na parze) i może zacząć robić grudy w kremie. Potem wolniutko dolewamy lekko ostudzoną masę jajeczno cukrową i ucieramy (nadal jak wariaci). Uwaga - ci z Was, którzy robią tego typu masę po raz pierwszy mogą doznać małego szoku, bo krem jest dość rzadki (ale nie przejmujemy się, tylko dalej ucieramy). Ostatecznie dosypujemy kakao. Jeśli masa nadal wam za bardzo "pływa" możecie ostrożnie podsypac ją jeszcze jedną łyżką kakao.
Na sam koniec wlewacie rum (mniam, mniam) i oczywiście mieszacie.

Taką niepokojącą masę wstawiacie do lodówki, by nabrała właściwej konsystencji. Potem dzielicie mase na dwie części: jedną przekłądacie ciacho, drugą traktujecie jak polewę.

To ciasto dobrze włożyć jest do lodówki - doskonale smakuje schłodzone.

Smacznego Piraci :)!

Skarby Karaibów

14:18, malta_79 , Wypieki
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2